A POSTERIORII tak zleciały nam kolejne trzy lata od wydania piątego krążka Enigmy zatytułowanego „Voyageur”, który niestety wywołał wielkie rozczarowanie wśród fanów projektu. Oczekiwanie na szósty album odbywało się w niezwykle emocjonującej atmosferze, każdy miał swoje ciche nadzieje i wyobrażenia, a nawet życzenia co do albumu. Niektórzy nawet szukali jakichkolwiek przecieków w sieci p2p i innych żeby dowiedzieć się chociaż małego szczegółu jak będzie brzmieć album. Tajemnica albumu została częściowo odkryta, kiedy to wieczorem 31. sierpnia w sklepie internetowym buch.de pojawiły się pierwsze sample z płyty, które w jednych wzbudziły pozytywne, a w drugich negatywne emocje. Wreszcie 25. września „A Posteriori” odkryła przed nami swoje całe oblicze. Płyta okazała się bardzo elektroniczna, lekko dysonansowa i rytmiczna. Można powiedzieć że mamy do czynienia z niewielką skrajnością bo podczas gdy E5 ma bardzo dużo wokali „A Posteriori” ma ich jak na lekarstwo. Muzyka jest bardzo starannie dopracowana, pełna kosmicznych dzwieków i elektronicznych efektów. Bardzo dużą atrakcja jest to, że znów słyszymy głos Louisy Stanley na albumie.


Nasza podróż rozpoczyna się od ścieżki „Eppur Si Muove”, która zaczyna się już charakterystycznym dla Enigmy motywem trąb, po czym dalej wita nas łagodnymi dźwiękami i wstawką wokalną śpiewaną po łacinie (głos pochodzi prawdopodobnie z sampla) i kiedy wydaje się, że utwór pozostanie do końca spokojny wchodzi beat i luźna improwizacja na klawiszach, po czym beat się wycisza, a w ucho rzucają się ciche szepty mówiące „Feel Me”...


Tak rozpoczyna się chyba najbardziej charakterystyczny utwór na płycie noszący tytuł „Feel Me Heaven”. Ma bardzo ciekawy podkład, a aranżacją chwilami może przypominać kompozycje Jarre'a. Utwór nie ma jakiejś wyznaczonej melodii, ponieważ jego motyw grany jest zaledwie na dwóch klawiszach, jednak ma bardzo dużo efektów i elementów które nie czynią go monotonnym. Ok. 02:10 minuty utwór staje się bardziej dynamiczny przez wzbogacenie jego dotychczasowego beatu...


Następnym utworem na płycie jest „Dreaming Of Andromeda”, który rozpoczyna się „urywanymi”, syntetycznymi dźwiękami, potem wchodzi beat dosyć lekki i zwiewny. Utwór jest o tyle ciekawy, że pojawia się w nim motyw „syntezatorowej” śpiewaczki, mówiąc prościej dźwięki syntezatora stylizowane na śpiew operowy. W pewnym momencie zaczyna się krótka przerwa, po której utwór wchodzi dosyć gwałtownie i ze zwiększoną oktawą zaskakując słuchacza swoim rozwinięciem. Przez ilość elementów w utworze trzeba się w niego wsłuchać, ponieważ tworzy pewną złożoność, która przy zwykłym przesłuchiwaniu może stać się ciężka w odbiorze. Chór powtarzający cicho „Mefisto” wybudza nas ze snu o Andromedzie i zaprasza nas do tańca, bowiem rozpoczyna się kolejny utwór na płycie zatytułowany „Dancing With Mephisto”...


Na początku muzyka jest dosyć mroczna niczym z horroru, po czym okazuje się nie być taka straszna. Jest to utwór bardzo dynamiczny z motywem granym na gitarze z syntezatora, ponieważ E6 jest płytą, na której nie ma żywych gitar. W tym utworze mamy wyraźny wokal pani Stanley. Na tym utworze kończy się pewien etap płyty, etap dynamiczny, szybki i pełen szybkiego biegu wydarzeń, teraz czas najwyższy na chwile uspokojenia, wyciszenie którą rozpoczynamy od utworu „Northern Lights”...


Łagodna improwizacja bez określonego biegu, im utwór biegnie dalej tym więcej się w nim dzieje, tym bardziej jego tło jest bogatsze. Tytuł wspaniale odzwierciedla to, co dzieje się w utworze. Łagodna gra gitarowa oświadcza nam, że zorza polarna zniknęła nam z oczu, mówi nam o tym, że za chwilę stykniemy się z (nie)ziemskim uczuciem...


Tak zaczyna się „Invisible Love”. Utwór na samym początku może wydawać się troszeczkę sztuczny, ale rozwijając się nabiera innych barw. Aż wreszcie słyszymy ten ochrypły, genialny głos Michaela Cretu śpiewający przejmująco „Rescue Me”. Utwór jest bardzo łagodny, ale ze zdecydowanym podkładem i tłem „śpiewanym” przez syntezatorowe chóry...


Następnym utworem jest „Mesage From IO” który ma dosyć ciekawe tło i melodię złożoną bardzo interesująco. Po pewnym czasie utwór łagodnieje robiąc tym samym zupełnie inne wrażenie. Utwór jest dosyć krótki (03:09), ale tętni życiem i przestrzenią kosmiczną.


Kolejną pozycją jest utwór „Hello + Welcome”, z którym mieliśmy już do czynienia przy okazji wydania boxsetu „15 Years After”, jednak teraz mamy możliwość wysłuchania wersji całkiem innej, bardzo oryginalnej. Tłem utworu okazały się być elementy remixu umieszczonego na singlu - After The Storm Mix. Całość dopełniają elementy dograne przez Michaela, z których najbardziej genialna jest solówka gitarowa (grana na syntezatorze) całość dopełnia nowy beat, który w trochę innym wydaniu słyszymy na początku „Dancing With Mephisto” i tak można powiedzieć drugi etap podróży mamy za sobą, zaczynamy teraz wędrować po sferach tajemnicy i magii...


„20 000 Miles Over The Sea” zaczyna się bardzo łagodnie, czuje się dziwna atmosferę napięcia tak jakby była to droga bez powrotu? W uszy rzuca się znajomy element, beat z utwory „Ragnarok (Twilight Of The Gods)” autorstwa Jensa Gada pochodzący z płyty „Achillea - The Nine Worlds”, dalej słyszymy śpiew znajomy już z „Eppur Si Muove” jednak brzmi on trochę inaczej i jest przetworzony w innej formie. Bogactwo i złożoność dźwięków sprawiają, że utworu słucha się bardzo przyjemnie. I po przepłynięciu tych 20 000 mil oceanu dochodzimy do miejsca gdzie świat się kończy, a przed sobą mamy drogę na księżyc...


„Sitting On The Moon” jest 10 ścieżką na albumie. Jest po prostu piosenką którą wykonuje Michael i szkoda, że jest po prostu piosenką... W niektórych miejscach aż się prosi jakaś wstawka instrumentalna, utwór jest przyjemny, choć trochę monotonny, jego tło jest podobne do utworu „In The Shadow In The Light” (Enigma 5)...


Alchemicy i ich magia zawsze zadziwiały ludzi i Cretu zainspirowany tymi szalonymi eksperymentami nazwał kolejny utwór „The Alchemist” który brzmi po prostu jak jeden wielki eksperyment alchemika. Ma mnóstwo elementów na pozór nie pasujących do siebie, mocny podkład perkusyjny, ostre gitarowe firry, elektroniczny bas, syntetyczne chóry i powtarza nam się motyw synetazatorowej śpiewaczki. Utwór ma bardzo łagodny początek i koniec co tworzy pewien kontrast, ponieważ cały utwór jest dosyć ostry. I na zakończenie podróży opuszczamy naszą galaktykę...


„Goodbye Milky Way” jest ostatnim utworem na płycie, rozpoczyna się nieco orientalnymi dźwiekami jednostrunowych skrzypiec Er-hu, z tym że ich dźwięk jest dosyć elektroniczny i przypomina trochę płacz dziecka. Utwór okazuje się być piosenką w wykonaniu M. Cretu, jednak to nie prosta i zwyczajna piosenka, jest bardzo wzruszająca i delikatna, przy czym mamy bardzo ładny koniec z syntezatorową śpiewaczką i ciekawym monologiem Loiusy Stanley. Tak oto kończy się nasza podróż. Żegnamy Drogę Mleczną odlatując nie wiadomo dokąd...


Podsumowując album muszę przyznać, że muzyka na nim zawarta nie jest komercyjna pomimo, iż elektronika w dzisiejszych czasach prawie całkowicie zdominowała rynek muzyczny. „A Posteriori” może zyskać wielu zwolenników, jak i przeciwników, ponieważ płyta zrobiona jest z chwytliwością „Voyageura”, ale z oryginalnością „Le Roi Est Mort, VIVE Le Roi!” i o ile jednym się podoba drugim wydaje się za bardzo elektroniczna. Po wydaniu E5 zaczęły krążyć opinie, że Michael Cretu skomercjalizował swój projekt i że nie potrafi już stworzyć czegoś nowego, bo po prostu się wypalił. Niech E6 będzie znakomitym argumentem na ludzi, którzy tak właśnie sądzą. „A Posteriori” nie jest płytą tylko do słuchania, muzykę na niej zawartą trzeba czuć i przede wszystkim rozumieć, nie nadaje się do odtwarzania w każdym miejscu i czasie, „A Posteriori” jest płytą, która ma odkryć przestrzeń kosmiczną mieszczącą się w nas samych gdzieś głęboko...





Recenzja dla EnigmaCretu.Com: Jakub Fijak



Virgin Music EMI Music Crocodile-Music Management Enigma.de AMAZON.DE