| ------------------------- ENIGMA MCMXC a.D. ------------------------- |
Powodem powołania do życia projektu "Enigma" było pragnienie stworzenia muzyki, którą od dawna słyszałem w swojej głowie. Do teraz nie miałem ani
czasu ani okazji by zrealizować moje plany. "Enigma" dała mi możliwość
eksperymentowania w studiu bez brania pod uwagę żadnych konwencji muzycznych.
Chciałem także stworzyć muzykę, której nie kupiłbym nigdzie.
Odkryłem ogromne wyzwanie w stworzeniu albumu łączącego pozornie niepasujące
do siebie elementy chorału gregoriańskiego, rytmów black dance, mowy francuskiej,
i elementów z Art Of Noise czy Vangelisa.
ENIGMA miała stworzyć odprężającą atmosferę, nie taką, jak typowa muzyka
syntezatorowa, lecz raczej opartą na rytmach black dance, będących ostoją
współczesnej muzyki. Cały album jest oparty na tej idei.
Postrzegałem ENIGMĘ jako "muzykę programową", jako reminiscencję z lat
siedemdziesiątych. Tematami albumu są niewyjaśnione wydarzenia z przeszłych
stuleci. I stąd nazwa ENIGMA. Pochodzi ona z greki i znaczy tyle, co
TAJEMNICZY, NIEJASNY. Interesowałem się mniej kryształowymi, a za to bardziej skomplikowanymi osobowościami,
takimi jak Jack The Ripper (w Polsce znany jako Kuba Rozpruwacz - przyp. tłum.) czy markiz de Sade, do którego nawiązuje utwór
"Sadeness". Tytuł tego utworu powinien być interpretowany w dwojaki sposób:
z jednej strony "Sade"- jako nazwisko markiza, z drugiej "sad" [ang. smutny] -
w sensie jego nieszczęśliwej egzystencji. (Spędził on bowiem wiele lat swego
życia w więzieniu). Korzystam z różnych znaczeń, ponieważ daje to słuchaczowi
dość duże pole do własnej interpretacji. Jest to także okazja do skoncentrowania
się na tego typu wewnętrznie zagubionych osobowościach, bez piętnowania ich
jako narkomanów czy zboczeńców.
Jeśli myślisz o niewyjaśnionych zjawiskach nie musisz długo chodzić do
Kościoła - najstarszej instytucji świata. W rzeczywistości jest to
bardzo tajemnicze i dziwne stowarzyszenie. Możnaby zrobić o tym pięć
podwójnych albumów.
Dochodzę do chorału gregoriańskiego poprzez jego połączenie z chrześcijaństwem.
Połączenie chorału z markizem de Sade powinno ostatecznie ukazać jeden
z ostatnich problemów świata - rażącą walkę między Kościołem a seksualnością.
Seksualność odgrywa ogromną rolę w życiu człowieka. Ten fakt jest często
lekceważony i nie doceniany. Niesłusznie, jak sądzę. Człowiek posiada
dwa niezaprzeczalne instynkty: instynkt przetrwania i instynkt rozmnażania.
Nigdy się ich nie pozbędziemy.
Patrząc na historię świata musisz dojść do wniosku, że owa izolacja
od seksualności jest oparta na naukach chrześcijaństwa. Pod koniec tysiąclecia
prowadzi to do niedorzecznych sytuacji. Nierozważne jest ze strony Papieża
to, że podróżuje on po krajach Trzeciego Świata i zabrania używania
środków antykoncepcyjnych. To w rzeczywistości prowadzi do nieumyślnego
masowego morderstwa, kiedy noworodki umierają z głodu na ulicach lub
dzieci zmuszane są do prostytucji. Ze swoją nieprawdziwą ideologią Kościół
odnosi sukcesy w czynieniu dokładnie czegoś odwrotnego niż sobie stawia za
cel, jak np. ochrona życia. W żaden sposób nie uważam, że Papież jest
człowiekiem złej woli, lecz że kroczy złą drogą. Coś takiego uważam za
niefortunne.
W albumie zająłem się seksualnością z ujarzmioną pasją, praktycznie tylko
w trylogii "Principles Of Lust". Moim pragnieniem było jedynie wprawić
w ruch procesy myślowe odnośnie Kościoła i seksualności. Nie odpowiadam
jednak na pytania, ani nie oferuję odpowiedzi w tym, co robię.
Poprzez ENIGMĘ spełniłem swoje marzenia z młodości. Zasadniczo postrzegałem
album jako instrumentalny. Jednak muzyka instrumentalna jest zazwyczaj
bardzo chłodna i z tego właśnie powodu włączyłem w to ludzki głos.
Zamieszczenie chorału gregoriańskiego nie powinno być postrzegane jakby
było użyte jedynie dla efektu, lecz raczej jako funkcjonalny składnik
całej muzyki. Wykorzystałem chorał praktycznie jako instrument muzyczny do
budowania nastroju. Tam, gdzie w utworach występują słowa są one mówione, a
nie śpiewane. Włączyłem partię wokalną by stworzyć pewien nastrój. Album,
do pewnego stopnia, daje wrażenie ścieżki dźwiękowej, nie będąc nią jednak.
I chociaż jest zdecydowanie syntezatorowa zrobiłem wszystko by nie dopuścić
do chłodnego jej brzmienia. Chciałem muzyki dającej ciepły efekt i jednocześnie
dającej wrażenie lekkości.
Powodem, dla którego początkowo utrzymywałem swoje nazwisko w tajemnicy
było to, że nie chciałem wypromować singiel "Sadeness" w zwyczajny sposób.
Wyraziłem swoje niekonwencjonalne życzenia wydawcy aby wypróbować singiel
w didżejowskich rozgłośniach radiowych tylko po to, by przekonać się jaka
będzie reakcja. Nie dla mnie jest świat telewizji, tras koncertowych i
wywiadów prasowych, lecz praca w swoim studiu muzycznym. Użyłem pseudonimu
ENIGMA między innymi po to, by ludzie nie zaczęli spekulować. Chciałem
słuchaczy, którzy zadecydowaliby czy można polubić tę muzykę czy nie.
Najważniejsze jest jednak to, że ta muzyka mówi sama za siebie, bez żadnych
ukrytych znaczeń.
W obrębie pracy nad ENIGMĄ próbuję robić wszystko, co tylko możliwe.
ENIGMA jest dla mnie wolnym obszarem bez żadnych stylistycznych granic.
W przyszłości skoncentruję się prawdopodobnie na problemach Trzeciego Świata. Podstawową zasadą nadal pozostanie brak powiązania muzyki z jakimkolwiek językiem czy artystą. To będą pomysły oparte na pewnej idei. Bardzo możliwe, że ktoś zaśpiewa po indyjsku czy bułgarsku, jeśli tylko będzie to pasować do koncepcji i przede wszystkim jeśli będzie ze sobą niosło uczucia. Jakkolwiek nic, co będę robił nie będzie oparte na żądzy sukcesu i nie będzie żadnych powtórek tego, co jest. Podstawowym wymogiem jest to, że muszę znaleźć odpowiedni temat z niesamowitym dźwiękiem.
Tłumaczenie: Adrian Rode |
|