| ------------------------- LE ROI EST MORT, VIVE LE ROI! ------------------------- |
Jak dwa pierwsze albumy miały raczej charakter eksperymentalny, tak teraz miałem zamiar wyprodukować coś wyśrodkowanego, coś co nie kazało by słuchaczowi zagłębiać się w przesłanie i rozmyślać dużo nad całością. Lubię coś takiego. Poprzez utwór "Third Of Its Kind" album prezentuje się jako dziecko swych rodziców - dwóch pierwszych płyt. Znów można znaleźć motywy etniczne i chorał gregoriański, ale album ma swój niepowtarzalny charakter. To jest to, co chciałem osiągnąć. Na początku nie wiedziałem jak się do tego wszystkiego zabrać i interesujące jest, jak to wszystko się dalej potoczyło. Najpierw mój wewnętrzny głos - lub ta twórcza część umysłu - stworzył coś kompletnie odmiennego. Coś, co również było dobre i prawie straciłem nadzieję, kiedy mój obiektywizm z początku zaczął znikać. Ale kiedy po sześciu miesiącach wszystko zaczęło krystalizować w rezultacie zgodne było z moimi początkowymi pomysłami.
Oprócz tego teledysk [Beyond The Invisible] nie odnosi się do niczego, co do tej pory zostało zrobione. Nigdy nie wiem skąd się biorą te pomysły. Powiedziałem do Julien'a Temple: "Hej, słuchaj. Słyszę kobietę śpiewającą pośród drzew i widzę parę łyżwiarzy". Potem jego pomysłem było nakręcenie całości w lesie. Z pewnego punktu widzenia jeden zainspirował drugiego. Mogę tu powiedzieć, że główna idea najczęściej jest moim tworem. Moim pomysłem było na przykład cofanie się akcji w teledysku "Return To Innocence". Ludzie zawsze pytają jak wymyślam takie rzeczy, ale ja nie mam pojęcia. Na pewno jest to mniej świadome niż mogłoby się wydawać.
W okładce albumu podoba mi się fakt, że motywy z niej zostały wykorzystane w teledysku do singla. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyłem. I uważam, że te trzy postaci są fantastyczne. Zupełnie tak ludzie wyobrażali sobie "człowieka-robota" setki lat temu. W każdym razie uwielbiam wszystko, co ma związek z Juliuszem Verne'm. Te trzy postaci idealnie współgrają z trzecim albumem Enigmy.
Czas, jaki spędziłem nad utworami nie był aż tak długi. Najwięcej czasu zabierało wczucie się w atmosferę każdego utworu z osobna. Czasami po prostu wchodzę do studia i słucham to, nad czym obecnie pracuję. Potem, po około dwóch godzinach, kiedy jestem już zanurzony w muzyce nagle odnajduję właściwe dźwięki i słowa, podejmuję właściwą decyzję i wszystko dzieje się dosyć szybko. Dużo czasu upływa zanim zdołam zapomnieć o codzienności i jestem w stanie całkowicie rozpłynąć się w atmosferze muzyki. To dlatego pracuję praktycznie w nocy. Zawsze byłem nocnym markiem, nawet jako dziecko.
Chociaż śpiewałem zawsze wtedy, gdy było to konieczne - na przykład gdy nie mogłem znaleźć odpowiedniego wokalisty - śpiewanie mnie denerwowało. Zabawne jednak jest że w przypadku tego albumu po raz pierwszy śpiew sprawił mi tyle radości. Powodem dla którego tak bardzo zależy mi na śpiewie jest to, że czuję swój głos doskonale połączony z nastrojem utworów. I jasną rzeczą jest to, że łatwiej jest śpiewać samemu. Mogę wtedy wypróbowywać różne melodie, słowa i szybko zmienić coś, co nie pasuje. Jeśli trzeba by było dzwonić po wokalistę zajęłoby to dużo więcej czasu. We mnie drzemią dwie osoby. Z jednej strony jest to sędzia i producent zarazem, a z drugiej artysta. Wydaje mi się, że wciąż potrafię wyjątkowo dobrze i efektywnie przestawić się z jednej osoby na drugą.
Mógłbym otworzyć sklep z muzyka etniczną, tyle mam tego u siebie w szafkach. Od wydania pierwszego albumu Enigmy przesłuchałem setki - jeśli nie tysiące - płyt CD, nagrań, płyt CD-ROM, próbek i tak dalej. I nawet nie cały procent tego wszystkiego nadaje się do wykorzystania w Enigmie. Ta praca jest bardzo męcząca i w pewnym sensie zajeżdżająca mózg. Ludzie myślą, że wystarczą dwa dźwięki na krzyż połączone z rytmem i to wszystko. Pokazałem jednak kilku osobom, jak to się robi i opadły im ręce, kiedy zobaczyły jak bardzo skomplikowaną rzeczą jest stworzyć melodię.
Praca nad albumami Enigmy jest czymś w rodzaju alchemii, muzycznej alchemii. W średniowieczu alchemik używał krwi jaszczurki wymieszanej z błotem i miał nadzieję, że całość zamieni się w srebro. Czasem myślał, że mu się uda, a czasem nie. I jedno jest w tym piękne: dochodzisz do pewnego celu, a wynik jest kompletnie inny niż sobie na początku myślałeś. Uważam, że niemożliwe jest tworzenie takich albumów, jak albumy Enigmy jeśli nie masz niesamowicie elastycznego umysłu. Potrzeba takiej umiejętności aby porzucić plan, który ma rok czasu tylko dlatego, że uświadamiasz sobie, że jest coś jeszcze lepszego. Bardzo odważne połączenie odmiennych kultur powstało wraz z utworem "The Child In Us", chociaż ten utwór jest dosyć niewinny. Sanskryt indyjski łączy się tu z chorałem gregoriańskim, śpiewem mongolskim plus do tego mój własny głos. Do tego całość brzmi bardzo zgranie i kiedy słuchasz tego utworu, mówisz: piękna piosenka. Nie musisz łamać sobie głowy nad tym co, gdzie i dlaczego. To dobrze, że moja praca dała taki rezultat.
Eskimosi, Japończycy, Afrykańczycy i Kaukazi - dlaczego wszyscy oni kupują płyty Enigmy ? I nie jest tu tak, jak w przypadku amerykańskich grup muzycznych, które odnoszą sukces sprzedając może osiem milionów płyt w U.S.A. ale tylko jeden milion na całym świecie. Enigma nie jest muzyką regionalną, wydaje się pasować wszędzie. Może istnieją jakieś sygnały lub kod między ludźmi, na które reagują wszyscy, bez względu na kolor skóry.
Zacząłem grać na fortepianie już w wieku 5 czy 5 i pół lat i często zmyślałem, że boli mnie głowa, ponieważ wtedy nie lubiłem tego. Potem poszedłem do szkoły muzycznej. Do tego typu szkoły, której nie ma na Zachodzie, a która typowa jest raczej dla bloku wschodniego. To jest normalna nauka do momentu, kiedy zaliczysz egzaminy i zaczynają obserwować ciebie i twój rozwój. Jeśli chodzi o mnie, to ćwiczyłem muzykę, dzięki której miałem zostać pianistą koncertowym. Uznałem, że taki styl życia będzie strasznie nudny, ponieważ nie potrafiłem sobie wyobrazić siebie grającego 50 tych samych standardowych koncertów przez resztę mojego życia. Potem zacząłem dyrygować i po tym, jak wyjechałem z Rumunii skończyłem studia muzyczne we Frankfurcie jako kompozytor i dyrygent. W czasie tych studiów zacząłem pracę jako muzyk i aranżer w studiu muzycznym. Wtedy zająłem się produkcją i podążałem dalej w tym kierunku. Zawsze wydawałem pieniądze na instrumenty i sprzęt muzyczny, dlatego też tak szybko dorobiłem się swojego własnego studia muzycznego. Jeśli nie masz swojego studia i o piątej nad ranem do głowy wpada ci genialny pomysł musisz dzwonić i pytać innych, czy ktoś znalazłby odrobinkę czasu dla ciebie, i kiedy i gdzie i jak. Odkąd czuję inspirację potrzebuję pracować ciągle.
Zazwyczaj pracuję nad siedmioma, ośmioma utworami naraz i dzięki technice mogę cofnąć wcześniejsze ustawienia w dowolnej chwili. W ten sposób tworzę pewien dystans, na przykład gdy pracuję nad utworem przez 5 godzin i zaczynam czuć, że tracę swój obiektywizm, wtedy przez 15 minut mogę kontynuować pracę nad inną piosenką. To jest praktycznie zasada pracy.
Podczas mojej pracy dosyć wcześnie w porównaniu z dawnymi czasami wykrystalizował pomysł na prawdopodobny singiel. W każdej chwili może się wszystko zmienić. Często myślę, że o czymś zapomniałem i kiedy jestem w stanie to odnaleźć utwór będzie bardzo dobry. Czasem ten zagubiony element przychodzi do mnie z powrotem, a czasem nie. Wtedy mówię sobie, dobrze, to powinien był być singiel, ale teraz nim nie jest.
Jeśli chodzi o nowy singiel [Beyond The Invisible], na początku pewna środkowa część utworu została pominięta, bez której singiel nie mógłby powstać. Chór i wszystko inne było w porządku, a to był szczegół. Czasem drobna rzecz jest ważna, ponieważ cała reszta może nie współgrać ze sobą. Z tego powodu pominąłem drugi wers i nie mogłem przestać o tym myśleć ani na chwilę. Prawie się poddałem i pomyślałem, że trzeba będzie zmienić utwór kandydujący na pierwszy singiel. Może za sześć miesięcy pomyślę o tym opuszczonym elemencie i wtedy ta nowa wersja stanie się nowym singlem. I kiedy w końcu tego oczekiwałem, ten element był tam.
Jeśli mam humor mogę powiedzieć: ooo, chcę wiedzieć więcej co się stanie z tą piosenką. Tak samo jest z tekstami. Wyobrażam sobie na przykład okładkę płyty, widzę te trzy postaci i mówię "Le Roi Est Mort, Vive Le Roi!". Nie pytajcie mnie dlaczego tak jest. Ta historia zaczęła się dwa i pół roku temu i zawsze coś takiego się dzieje. Zaczynasz pracę i w twojej machinie podświadomości powstają najbardziej szalone pomysły. I nagle uświadamiasz sobie, że rzecz nad którą obecnie pracujesz idealnie pasuje do tego, co chciałeś właśnie powiedzieć. I nie było tak, że powiedziałem: "Le Roi Est Mort, Vive Le Roi - taki właśnie tytuł będzie miał nowy album". Ja tylko użyłem skojarzenia z obrazkiem. I potem zacząłem pisać teksty, które ostatecznie doprowadziły dokładnie do tego tytułu. W innym wypadku album nosiłby inny tytuł. Mówię ci, niezbadane są wyroki Pana... czy jak to tam szło ?
Jestem optymistą i optymistycznie nastawionym realistą. Uważam, że życie jest takie, jakie jest. Ale często zastanawiam się dlaczego jest ono takie, jakie jest? To pierwszy krok do bycia filozofem-laikiem. Doskonale pasuje to do alchemicznego myślenia na gruncie muzyki. Jestem człowiekiem bardzo ciekawskim. Ale nie ciekawym tego, co sąsiedzi mówią innym o swoim żywopłocie, lecz interesują mnie opowieści historyczne i czytuję niezwykłe rzeczy, które kiedykolwiek zdobyłem. Jeśli miałbym podróżować, to wolałbym podróż do Nepalu czy do Kairu bardziej niż do Mołdawii. Jestem bardzo ciekawski. To jest postawa dziecka: dlaczego banany są wygięte ? I możesz pójść dalej aż dojdziesz to pytań czysto egzystencjalnych. Ja zawsze szukam odpowiedzi, ponieważ jest to ciekawe.
Elementy perkusyjne są dosyć przytłumione na albumie, nie są tak głośne, jak zazwyczaj były. Nie są takie drażniące. Nie wiem dlaczego. Wyciszyłem wysokie i środkowe tony perkusji. Nie było w tym żadnego celu, lecz bądź co bądź zbliżyło mnie to do odpowiedniego nastroju panującego w moim wnętrzu tak, że mogłem wyrazić to lepiej w ten właśnie sposób. To jest bardzo naturalny proces, który prowadzi do końcowego produktu. Lecz tylko ja jestem w stanie to ocenić, bo tylko ja wiem, co się dzieje w moim wnętrzu. Zaczynasz coś słuchać i mówisz, czy ci się podoba czy nie, nie czując, że jedna rzecz pasuje do innej. Czymś innym są teksty, aranżacja i czymś innym połączenie tego.
Długo szukałem szablonów i współgrających elementów, które nie są powszechne, które nigdy wcześniej nie zostały stworzone w ten sposób, że nie zauważasz wszystkiego od razu.
Dobry producent musi spróbować zmienić zwykły potencjał artysty w ogromny potencjał. Musi on kłaść nacisk na mocne strony i pozbyć się słabych punktów. Postępowanie jest inne w stosunku do różnych ludzi. Nie mogę powiedzieć: "jesteś tylko instrumentem do zmaterializowania moich idei". Owszem mam jakieś zdanie i pierwszeństwo, ale to jest na drugim planie. Jeśli pozytywną rzeczą jest wniesienie mojego pierwszeństwa bez szkody dla pracy, to dobrze. Jednak artyści są najważniejsi i grają główną rolę.
Zwłaszcza młodsi muzycy szanują mnie i próbują brać moje słowa na poważnie. Możliwe, że to co im mówię jest dokładnym przeciwieństwem tego, co powinienem im powiedzieć aby przybliżyć ich do celu oraz by im zrobić w ogóle przysługę. Cele i zamiary są praktycznie te same, ale drogi, które do nich prowadzą są zupełnie różne.
W rzeczywistości nie mogę myśleć o żadnych konkretnych wskazówkach lub sprecyzować formułę. Mogę jedynie powiedzieć, że bardzo, ale to bardzo ciężko jest się znaleźć na szczycie i że to więcej niż tylko pisanie dobrych piosenek i tworzenie dobrych produkcji. To nawet nie jest połowa tego, ile to wszystko pochłania.
W gruncie rzeczy głównie polegam na swoim osądzie. Lecz czasami proszę Sandrę o poradę, ponieważ ona jest całkowicie obiektywnym słuchaczem. Na przykład, kiedy mam dwie lub trzy wersje utworu, które są dla mnie mniej więcej porównywalne, Sandra ma ten niesamowity instynkt, że potrafi powiedzieć mi coś, co okazuje się potem świętą racją.
Jest wiele rzeczy, które uwielbiam. Nirvana na przykład była najlepszym zespołem rockowym od czasów Led Zeppelin. Ludzie nigdy nie oczekują ode mnie tego typu stwierdzeń, ponieważ moja muzyka nie ma nic z tym wspólnego. Ale lubić coś, a robić coś samemu to dwie różne rzeczy. Inna rzecz: Snap. Nawet nie wiedziałem, że to niemiecka produkcja. Kiedy usłyszałem pierwszy raz piosenkę "The Power" powiedziałem sobie: spójrz, tak oto powinien wyglądać rap. To jest to. Z miłym zaskoczeniem odkryłem parę miesięcy później, że dwóch kolesi z tego zespołu pochodzi z Frankfurtu.
Tłumaczenie: Adrian Rode |
|